
— Tak sądzisz? Wobec tego, jaki rok dzisiaj mamy?
— 1998. Dwudziesty piąty grudnia.
— Świat ma przed sobą co najmniej tysiąc lat. Jestem tego pewien. Nazywam się Vornan-19 i przybyłem tu jako inspektor. Ktoś musi się mną zająć. Chciałbym pobrać próbki waszej żywności i wina, a także ubrać coś stosownego dla epoki. Ciekawią mnie również starodawne praktyki seksualne. Gdzie mógłbym znaleźć jakiś przybytek publiczny?
— To ten szary budynek — wyjaśnił Klein, wskazując na kościół Trinita dei Monti. — Oni zaspokoją wszystkie twoje potrzeby. Powiedz tylko przy wejściu, że przybyłeś z przyszłości odległej o tysiąc lat. Z roku 2998, zgadza się?
— Z 2999 według waszego systemu datowania.
— Dobra. Na pewno się ucieszą, słysząc tę nowinę. Utwierdź ich tylko w wierze, że świat nie skończy się w dwanaście miesięcy po Nowym Roku, a ofiarują ci wszystko, czego zapragniesz.
— Świat będzie z pewnością trwał jeszcze przynajmniej tysiąc lat — powtórzył uroczyście Vornan-19. — Dziękuję za poradę, przyjacielu.
Ruszył w stronę kościoła.
Zdyszani carabinieri wysypali się ze wszystkich stron równocześnie. Nie śmieli podejść bliżej niż na pięć jardów, lecz utworzyli falangę, zagradzającą dostęp do kościoła. W dłoniach dzierżyli neurobicze. Jeden z policjantów rzucił Vornanowi pod nogi swój płaszcz.
— Załóż to na siebie.
— Nie władam waszym językiem.
— Chcą, abyś się okrył — wyjaśnił Horst Klein. — Widok twojego ciała wprawia ich w zakłopotanie.
— Moje ciało nie jest zdeformowane — odparł Vornan-19. — Dlaczego miałbym je zakrywać?
— Chcą, żebyś je zakrył i mają neurobicze. Mogą ci nimi zrobić krzywdę. Widzisz? To te pałki, które trzymają w dłoniach.
— Czy mógłbym obejrzeć twoją broń? — spytał uprzejmie przybysz najbliżej stojącego policjanta.
Wyciągnął dłoń po pałkę. Mężczyzna odsunął się. Wówczas Vornan skoczył z niesamowitą szybkością i wyszarpnął przedstawicielowi prawa bicz z ręki. Chwycił za koniec, a zatem powinien doznać poważnego porażenia, lecz nic takiego nie nastąpiło. Policjanci obserwowali z osłupieniem, jak nieznajomy uważnie ogląda bicz, włącza go raz po raz i pociera dłonią metalowe zakończenie, by zbadać efekt działania. Wszyscy odstąpili o parę kroków do tyłu, żegnając się gorliwie.
