
Horst Klein sforsował kordon zdumionych policjantów i upadł do stóp Vornana.
— Ty rzeczywiście przybyłeś z przyszłości, prawda?
— Oczywiście.
— Dotknąłeś bicza… i nic?
— Takie słabe oddziaływania można wchłonąć i przetworzyć — wyjaśnił Vornan. — Nie znacie jeszcze rytuałów energii?
Niemiec, trzęsąc się cały jak galareta, pokręcił głową. Podniósł policyjny płaszcz i podał go nagiemu mężczyźnie.
— Załóż to — szepnął. — Proszę. Nie utrudniaj sytuacji. Nie możesz chodzić tu ciągle na golasa.
Vornan tym razem usłuchał. Za pomocą nieporadnych ruchów udało mu się wdziać płaszcz.
— Zatem świat nie skończy się za rok? — spytał Klein.
— Skądże. Z całą pewnością nie.
— Byłem głupcem!
— Możliwe.
Łzy spłynęły po szerokich, kościstych, germańskich policzkach. Zdławiony śmiech wyczerpania dobył się z ust. Skulony na zimnym kamieniu, dłonie ułożywszy przed głową w geście teatralnego salaam, Horst Klein oddał pokłon Vornanowi. Szlochając, dygocząc i ciężko łapiąc oddech, Niemiec stracił wiarę w ruch apokaliptystów.
Człowiek z przyszłości zyskał pierwszego ucznia.
Drugi
Odpoczywając w Arizonie nie miałem o tym wszystkim zielonego pojęcia. Zresztą, gdybym nawet znał rozwój wypadków, to pewnie i tak uznałbym tę opowieść za niegodną uwagi. Zabrnąłem bowiem w ślepą uliczkę życia. Przepracowanie oraz brak namacalnych efektów moich badań sprawiły, iż poczułem się wyjałowiony i bezużyteczny. Przestałem zważać na sprawy toczące się poza obrębem mej własnej czaszki. Zakosztowałem w ascezie, a pośród rzeczy, których postanowiłem nie tykać owego miesiąca, znalazły się także wiadomości serwisu informacyjnego.
